Aktualny numer: Truck Business 66 (2019)

Czy technologie wygrają z nami?

Siedzę sobie wieczorową porą w śródziemnomorskim hotelu, już po kolacji, muzyka na żywo. Patrzę na ludzi. Są obok siebie, ale czy na pewno? Większość z telefonami w dłoni. Nieważne – rodzina z dziećmi, pary, grupy koleżanek, młodzież, dzieci. Ktoś wrzuca fotki na Instagram, Facebooka, rozmawia przez Messenger/What’s upa, przegląda strony internetowe, gra. Nie bym podpatrywał, lecz przecież dziennikarski mózg działa 24h…

Prawie nikt nie rozmawia ze sobą, mało kto słucha dźwięków i głosów, jedynie czasem grzecznościowo zaklaszcze jedna z drugim. Ludzie są na wspólnych wakacjach, oderwani od domowych i służbowych znojów. Mają siebie, ale mają także smartfony i tablety. Kto wygrywa? Po godzinie 23 większość idzie spać.

Nazajutrz zajeżdżam w niesamowite miejsce. Po środku pewnej wyspy na Morzu Jońskim, na końcu drogi „donikąd” jest niemal wymarłe miasto. Kiedyś zapełnione 130 domostwami, 7 kościołami, teraz prawie wszystko opuszczone, pozarastane czasem. Poza szwedzką rodzinką i kilkoma mieszkańcami jestem sam. Pierwsza myśl – wyślę zdjęcie znajomym i pokaże tę iście klimatyczną wioskę. Lecz, wyobraźcie to sobie, Internet nie działa! Nie działa!!!

Z konsternacji dopada mnie błoga refleksja – to wspaniale! Jestem w miasteczku, w którym latami życie toczyło się praktycznie od świtu do zmierzchu, wśród gór i traw. Ludzie żyli dzięki pracy swoich rąk, z dala od wybrzeża z obawy przed piratami i innymi niebezpieczeństwami. Gdy jednak dostrzegli lepsze perspektywy egzystencji przy morzu, po prostu zostawili dotychczasowe mieszkania. Zamykam oczy i słucham „odgłosów historii” tych zarośniętych drzewami i popadających w ruinę domostw. Akompaniują cykady, co chwilę w krzakach coś biega. Totalny reset umysłu.

Podczas urlopu wyznaję zasadę „odcięcia się od świata”. Nie sprawdzam newsów w Internecie (więc równie dobrze może mnie zaskoczyć fakt zburzenia ul. Wiejskiej), ani tym bardziej maili. Jeśli ktoś z redakcji coś ode mnie potrzebuje – jest osoba posiadająca prywatny numer telefonu z przykazaniem: tylko w przypadku wojny atomowej. Mało tego, będąc ze znajomymi ustaliliśmy zasadę: praca tematem tabu. Jeden z menedżerów znanej firmy piwowarskiej kiedyś mi powiedział, że o tym w jaki sposób się przygotował do urlopu w aspekcie potworzenia procedur i przekazania obowiązków, świadczy liczba telefonów jakie dostaje podczas wypoczynku (doszedł do cyfry zero). Ktoś podejmuje challenge na przyszły urlop?

Tomasz Czarnecki

Szanowny Czytelniku,
zarejestruj się by uzyskać bezpłatny dostęp do pełnego wydania Eurologistics. W ten sposób dbamy o polepszanie jakości naszych usług i dostarczanych do Ciebie materiałów.
Rejestracja oznacza akceptację aktualnej polityki prywatności.

Polecane artykuły

Eurologistics Newsletter