Aktualny numer: Truck Business 28 (2012)

Wielkie czyszczenie rynku transportowego

Jedząc sobie smaczny i słodki deser na łonie natury (patrz fot.) przychodzą mi do głowy różne myśli, niekiedy nawet transportowe. Ale może najpierw zacznę od nie transportowych, lecz ogólnoekonomicznych. Otóż ostatnio zrobił na mnie duże wrażenie film „Żelazna dama” o Margaret Thatcher. Wśród wielu mądrości tej wspaniałej „żony stanu” (myślę, że środowiska feministyczne będą zadowolone z tego sformułowania – tu uśmiecham się tak jak na fotografii) utkwiło mi, iż siłę gospodarki kapitalistycznej budują mali przedsiębiorcy, sklepikarze, restauratorzy, budowlańcy, mechanicy samochodowi etc.
To bardzo przemyślane stwierdzenie pani premier potwierdziło moje wieloletnie przemyślenia na temat wolności ekonomicznej i prawdziwie skutecznych sposobów walki z bezrobociem i kryzysami gospodarczymi. Bo właśnie ci mali przedsiębiorcy tworzą ekonomicznie uzasadnione miejsca pracy, to znaczy takie, które są potrzebne – kreują konkretny dochód, a nie trzeba do nich dokładać pieniędzy z budżetu. Oznacza to, że jednym z najskuteczniejszych sposobów walki z bezrobociem i kryzysem gospodarczym jest dbanie, by małym przedsiębiorcom jak najlepiej się wiodło, bo jeżeli im się będzie powodziło, to będą zatrudniać pracowników. Oni z kolei mając stały i trwały dochód, tworzą popyt na różne dobra lub usługi, wytwarzane lub świadczone m.in. przez innych drobnych przedsiębiorców – producentów mebli, dilerów samochodowych, ogrodników, itp. Koło gospodarki i dobrobytu wpada w samonapędzający się ruch.
Co jednak oznacza słowo „dbać”, użyte wcześniej. Nie oznacza ono pomocy finansowej, ulg etc. dla przedsiębiorców, ale rozumiem przez to nie przeszkadzanie im w prowadzeniu działalności gospodarczej, czyli nie zabieranie horrendalnych kwot w podatkach i świadczeniach, które trzeba płacić za każdego zatrudnionego, „dbanie” to również zmniejszanie utrudnień w dostępie do zawodów i ograniczenie do minimum wszelkich utrudnień biurokratycznych w prowadzeniu swojej małej firmy.
Tak się składa, że każdy z kim rozmawiam, podziwia Żelazną Damę, ale gdy trzeba przejść do szczegółów, polegających na wprowadzaniu w życie jej postulatów, to socjalistyczne myślenie bierze górę… Ale po co ja to wszystko piszę?
Ano dlatego, że przeczytałem ostatnio główne założenia „Białej Księgi Transportu” stworzonej przez biurokratów z centralnego mózgu Unii Europejskiej, który znajduje się w Brukseli. Na przewoźników, którzy są na ogół takimi małymi firmami, najczęściej rodzinnymi, „Biała Księga” nakłada ogromne utrudnienia, ograniczenia i obciążenia, wszystko pod szczytnymi hasłami ochrony środowiska. W rezultacie co siódmy transportowiec planuje w ciągu ośmiu lat wycofanie się z tego biznesu. W najbliższych latach europejski rynek transportu drogowego czeka więc wielkie „czyszczenie” z mniejszych i słabszych graczy. Na polu walki konkurencyjnej pozostaną tylko „wielkie ryby”.
Gdzież w tym całym unijnym myśleniu pozostają mądrości pani Thatcher, która w praktyce udowodniła, że to co głosiła, funkcjonuje w rzeczywistości? Bo przecież jeszcze na wiele lat po jej „zdetronizowaniu” Wielka Brytania była krajem wielkiej obfitości, właśnie za sprawą takiego mechanizmu, jaki przedstawiłem.

Marek Loos, redaktor naczelny, Truck&Business Polska

Szanowny Czytelniku,
zarejestruj się by uzyskać bezpłatny dostęp do pełnego wydania Eurologistics. W ten sposób dbamy o polepszanie jakości naszych usług i dostarczanych do Ciebie materiałów.
Rejestracja oznacza akceptację aktualnej polityki prywatności.

Polecane artykuły

Eurologistics Newsletter