Aktualny numer: Truck Business 12 (2008)

Truck&Business Polska / Od redakcji

Nie oszukamy praw rynku

Smutno to powiedzieć, ale zaczynają sprawdzać się czarne scenariusze dla polskiego transportu drogowego, o których pisałem w poprzednich numerach Truck&Business Polska (T&BP). Przewidywania fachowców z branży mówiły, że do końca 2008 roku zniknie z rynku około jedna piąta firm zajmujących się przewozami drogowymi.
W tym numerze T&BP prezentujemy wyniki badań koniunktury w transporcie drogowym, prowadzone przez Instytut Transportu Drogowego. Opisują one kondycję przewoźników i sytuację na tym rynku w trzecim kwartale 2008 roku. Najważniejsza konkluzja raportu z rynku brzmi: „W trzecim kwartale działalność transportową zawiesiło lub z niej zrezygnowało blisko 10 proc. przedsiębiorstw transportu samochodowego”. Jest wielce prawdopodobne, że w kończącym się ostatnim kwartale, zniknie z rynku kolejne 10 procent.
Co ciekawe najwięcej firm, które już zbankrutowały lub stoją na skraju bankructwa to małe przedsiębiorstwa, liczące nie więcej niż 5 zestawów transportowych. Tak można było przypuszczać, bo zapewne zajmują lub zajmowały się one stricte transportowaniem towaru z punktu A do punktu B pomiędzy różnymi krajami, bez żadnej wartości dodanej. Taka ścisła specjalizacja jest niebezpieczna, gdy rosną koszty, rośnie konkurencja oraz spada liczba i wartość zleceń transportowych, ze względu na słabnącą wymianę handlową, czego z kolei przyczyną jest silna złotówka. Przewoźnicy, którzy w okresie koniunktury, trwającej do trzeciego kwartału 2007 roku nie zdecydowali się na rozszerzenie oferty o coś poza transportem, nie zainwestowali w systemy informatyczne, czyniące transport bardziej efektywnym, nie zaoferowali klientom wartości dodanych, dzisiaj mają poważne kłopoty lub już ich nie ma na rynku.
Pozostaje pytanie – czy to dobrze, czy źle? Odpowiedź brzmi – ani dobrze, ani źle. Kapitalizm jest takim systemem, w którym są wygrani i przegrani. Tak jak w przyrodzie – jeżeli za dużo jest chętnych do jednego tortu (i to na dodatek kurczącego się), to dostają się do niego tylko najlepsi, czyli najlepiej przewidujący, zaradni, dbający o kompleksową ofertę dla klientów, elastyczni (umiejący dostosować się do potrzeb klienta). Można się temu sprzeciwiać, ograniczając wolność gospodarczą poprzez ustanawianie limitów dostępu do zawodu przewoźnika drogowego, licencje, ceny minimalne za frachty etc. Słowem – można ograniczać wolny rynek (czytaj – wprowadzać socjalizm), tylko jakie będą tego konsekwencje – wzrost cen usług transportowych, a w rezultacie wzrost cen niemal wszystkich dóbr. Transportowcy będą zadowoleni, bo więcej zarobili, ale transportowcem jest się tylko w godzinach pracy. Potem jest się konsumentem, który narzeka na drożyznę. Tak jest ze wszystkimi grupami zawodowymi, które chcą specjalnych przywilejów dla siebie. Tak wygląda mechanizm kreujący wysokie ceny w Polsce … i chyba w każdym innym kraju.

Marek Loos
(marek.loos@truck-business.pl)

Szanowny Czytelniku,
zarejestruj się by uzyskać bezpłatny dostęp do pełnego wydania Eurologistics. W ten sposób dbamy o polepszanie jakości naszych usług i dostarczanych do Ciebie materiałów.
Rejestracja oznacza akceptację aktualnej polityki prywatności.

Polecane artykuły

Eurologistics Newsletter