Aktualny numer: Logistyka Produkcji 26 (2017)

Podatkiem w robota

Obecność licznej ekipy rządowej na targach Hanover Messe i promocja haseł o silnej i innowacyjnej polskiej gospodarce, stały w dużej sprzeczności z tym, co słyszeliśmy ze strony wicepremiera Morawieckiego miesiąc wcześniej. Minister Rozwoju opowiedział się bowiem wówczas za jednym z kuriozalnych pomysłów fiskalnych – opodatkowaniem pracy robotów.
Nawyk podchodzenia z dużym dystansem do wszelkich wypowiedzi polityków coraz bardziej wchodzi mi w krew. Nie będę zatem zastanawiał się nad tym, jak wizja innowacyjnej polskiej gospodarki koreluje z propozycją wprowadzenia podatku, który bez wątpienia znacząco zahamuje i tak kulejące inwestycje w robotyzację polskich przedsiębiorstw. Przypomnę tylko, że poziom robotyzacji to jedna z nielicznych poważnych bolączek naszego sektora produkcji, nasilająca się wraz ze wzrostem problemów z pracownikami.
Bardziej niepokoi jednak prawdziwe źródło tej idei. Opodatkowanie pracy robotów nie jest bowiem autorskim pomysłem wicepremiera Morawieckiego – jako pierwszy zgłosił go Bill Gates. Polityków możemy lekceważyć, ale gdy tak kardynalne koncepcje promuje jeden z najważniejszych biznesmenów na świecie, sprawa robi się poważna.
Gates oświadczył, że zastępowanie pracy ludzkiej robotami niesie poważne konsekwencje społeczne i finansowe. Jak zauważył, pracownicy fabryki płacą podatki od swoich dochodów i podobnie powinny być traktowane roboty, przejmujące obowiązki ludzi. Oczywiście, konsekwencje poniosą tak naprawdę właściciele firm – opodatkowana miałaby zostać wartość tworzona przez robota. Za którego, przypomnijmy, już wcześniej zapłacono VAT.
Twórca Microsoftu obawia się, że w przyszłości powszechność stosowania robotów zaowocuje wielką rzeszą bezrobotnych. Tymczasem ani badania, ani praktyka nie wskazują, aby pojawił się taki problem. Podczas wizyt w jednej z polskich fabryk oglądałem w pełni zrobotyzowane stanowisko, na którym wykonywano komponenty elektroniczne. Kierownik produkcji przyznał, że w efekcie wdrożenia pracę straciło 10 osób – po czym natychmiast zatrudniono 10 innych, do obsługi i programowania robotów.
I tutaj tkwi tajemnica właściwego podejścia do robotycznej rewolucji. Nie pozbawi ona nas pracy, ale sprawi, że będziemy musieli nauczyć się wykonywać inne zadania – wymagające większej wiedzy i umiejętności, ale dające nieporównywalnie większą satysfakcję. Czy jest się zatem czego bać?

Witold Zygmunt

Szanowny Czytelniku,
zarejestruj się by uzyskać bezpłatny dostęp do pełnego wydania Eurologistics. W ten sposób dbamy o polepszanie jakości naszych usług i dostarczanych do Ciebie materiałów.
Rejestracja oznacza akceptację aktualnej polityki prywatności.

Polecane artykuły

Eurologistics Newsletter